WriteFreely

Reader

Przeczytaj najnowsze wpisy na WriteFreely Polska.

from Przemyślenia Anedroida

19 grudnia

Zakładam edukacyjny kanał wideo o alternatywnych technologiach cyfrowych, eksperymentach i trikach mniej znanych mainstreamowi, ogólnie wszystko co najlepsze z open source. Mam mnóstwo pomysłów.

Kanał będzie dostępny pod tym linkiem: https://tube.pol.social/c/przewodnik/videos

Dla waszej wygody próbowałem założyć YouTube, ale na razie jest problem – 🤖 (jestem botem!). Jak się uda, będzie tu i tu.

Pracuję nad tym już parę miesięcy i choć wkładam w to cały swój czas, raczej nie uda się wstawić pierwszego filmu w tym roku. Dlatego już teraz prosiłbym zainteresowanych o subskrypcję, 🔖 dodanie zakładki w przeglądarce czy ustawienie 🔔 przypomnienia w kalendarzu, by nie przegapić pierwszego wideo!

Pragnąłbym, by przynajmniej kilka osób mnie oglądało, dlatego uprzejmie proszę was, kochani, o komentowanie, podbijanie i udostępnianie tego posta. Podobno najskuteczniejsze są takie reakcje: 😡, więc nie wahajcie się ich użyć! Jest to raczej moja ostatnia interakcja z fb.

[oznaczonych 7 osób, 4 niezobowiązujące obrazki, deklarowane uczucie irytacji, 2 reakcje: 👍 ❤️, 0 komentarzy, 0 udostępnień]


19 grudnia

Do usunięcia konta pozostały niecałe 2 tygodnie...

[brak reakcji]


11 grudnia

⏰🚨 Przypominam, że za 3 tygodnie usuwam to konto na Facebooku.

[brak reakcji]


4 grudnia

⏰️ Do usunięcia mojego profilu na Facebooku pozostały 4 tygodnie! Zainteresowanych kontaktem proszę o wiadomość.

[brak reakcji]


26 listopada

Do usunięcia mojego profilu pozostało 5 tygodni...

[1 reakcja: 👍]


18 listopada

Do całkowitego usunięcia mojego profilu pozostało 6 tygodni...

[4 reakcje: 😢👍, 1 komentarz]

Ja: No co robicie takie smutne buźki? Piszę info, żeby dać wam czas na uzyskanie ode mnie danych kontaktowych, na otwarcie zewnętrznych, niefacebookowych kanałów komunikacji. [2 reakcje: 👍❤️]


8 października

Jeśli kogoś to obchodzi, przypominam, że wraz z końcem tego roku kasuję swoje konto na FB. Możecie przyłączyć się do mnie. Zyskacie:

  • więcej czasu (możecie nawet nie wiedzieć, ile SM go pochłaniają),
  • lepsze zdrowie (mniej niepotrzebnego siedzenia przed ekranem),
  • większą równowagę (wyjście poza swoją bańkę informacyjną),
  • więcej prywatności (mniej danych przesyłanych do wielkich platform).

Nie musicie od razu rzucać się na głęboką wodę, ale możecie np. ograniczyć swój kontakt z FB do komputera.

Przypominam również, dla tych, co nie wiedzą, że można się ze mną skontaktować w inny sposób. Większość z nas ma także numery telefonów i adresy mailowe. Korzystam też z innych, wygodniejszych form komunikacji. Wystarczy zapytać. I w końcu: nie będę mógł uczestniczyć w żadnych grupach na msg. Cokolwiek tam ustalacie czy ogłaszacie, będzie poza moją wiedzą, dlatego nie mówcie, że „wszyscy” tam są – mnie tam nie ma. FB nie ma prawa być przepustką do życia.

[brak reakcji]


1 września

Drodzy, to już 1 września. Przypominam, że z końcem tego roku – czyli już za 4 miesiące – usuwam swoje konto na Facebooku. Tak więc jeśli ktokolwiek chciałby złapać ze mną kontakt (telefoniczny, mailowy, przez komunikator), radzę tego nie odwlekać, bo potem może być ciężko. Zainteresowanych proszę o wiadomość bezpośrednią na Messenger.

[brak reakcji]


20 czerwca

Moi drodzy, przyszła pora abym wam wyjawił swoje plany.

Nie używałem Facebooka od 3-4 lat. Nie pamiętam już jakie miałem wówczas powody, wiem natomiast, że przez ten czas nie usłyszałem ani jednej dobrej rzeczy ani o Facebooku, ani innych usługach firmy Meta. Stale docierają do mnie natomiast wieści o złych rzeczach, które robi, jak łamie prawo i wprowadza kontrowersyjne zmiany. Ostatnio na przykład zaczęła wykorzystywać wasze posty do trenowania sztucznej inteligencji. Treść waszych wpisów, wasz wizerunek, zdjęcia które zamieszczacie... Zgoda jest domniemana, a jej niewyrażenie wymaga pisemnego uzasadnienia. Jest to sprzeczne z przepisami RODO, które mówią, że zgoda nie może być domniemana, lecz wyrażona wprost, oraz musi być tak samo łatwe jej niewyrażenie.

Jeszcze wcześniej na Facebooku umożliwiono rezygnację ze spersonalizowanej reklamy... za opłatą. Przy czym nie jest to rezygnacja z reklamy w ogóle ani z profilowania, to tylko niewyświetlanie reklam spersonalizowanych. Niebieski przycisk w pop-upie wyraźnie sugerował, aby tego nie kupować. Pragnę zaznaczyć, że prywatność nie jest dobrem luksusowym – jest prawem człowieka.

Fundacja Panoptykon przeprowadziła badanie w którym wykazała, że algorytm rekomendacyjny Facebooka nie respektuje jego preferencji użytkownika dotyczących treści, których nie chce oglądać – jeśli algorytm uzna, że treści szkodliwe, niebezpieczne, napędzające lęki angażują odbiorcę i sprawiają, że więcej czasu spędza w platformie, będzie mu te treści podsuwać.

Zuckerberg postawiony przed sądem został przymuszony do przeproszenia, co uczynił z wielkim oporem, ale nie chciał zrekompensować pokrzywdzone rodziny nastolatków, które w wyniku oddziaływania jego produktów odebrały sobie życie lub cierpią na poważne problemy psychiczne.

Ja mam dość. Dotąd moje konto było w stanie zawieszenia. Podjąłem decyzję: z końcem tego roku oznaczę je do usunięcia. Podjąłem ją już w chwili publikacji posta nr #1. Co jakiś czas loguję się tutaj, usiłując “rzutem na taśmę” zgarnąć ze sobą parę osób. Opublikowałem już 4 posty o alternatywnych technologiach cyfrowych, które odkryłem pozostając poza mainstreamowym korpo-netem, a które rozwiązują moje problemy. I mam nadzieję, że wasze również rozwiążą.

Pierwszy wpis dotyczył Delta Chat, komunikatora przez e-mail.

Drugi był o RSS-ie skąd mogę czerpać newsy (i nie tylko) i sam sobie wybierać źródła.

Trzeci post poświęciłem tematowi fediversum, nowej generacji mediów społecznościowych.

Ostatni z nich mówił o kalendarzu cyfrowym ICS dla lepszej organizacji pracy zespołu. Nie jest to bynajmniej ostatni post z serii, parę jeszcze pewnie się pojawi.

Jednak... Mam coraz mniejszą chęć je pisać. Nie widzę żadnego odzewu z waszej strony i nie wiem, czym to jest spowodowane, przyczyny mogą być różne, mogę się tylko domyślać. Wybaczcie, że tak się rozpisuję, ale jestem już przyzwyczajony do dłuższych form wypowiedzi. Prowadzę bloga technologicznego “przewodnik po alternatywnym internecie” a planuję wkrótce otwierać także kanał z filmami. Zachęcam do czytania i obserwowania. Piszę o mniej znanych cyfrowych technologiach (aplikacje, narzędzia, wtyczki do przeglądarki, standardy...), takie jak te w tych postach. Nie działają jak Meta, a wręcz przeciwnie.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z was używanie rzeczy, których nie używają wasi znajomi stanowi swego rodzaju akt wyrzeczenia. Z niepokojem podchodzicie do tego co nowe i nieznane. Z trudem przychodzi wam spojrzenie ponad narrację technoentuzjastyczną (nieskończony rozwój i postęp technologiczny, który rozwiąże wszystkie nasze problemy) i ogarnięcie wzrokiem szerszego spektrum kwestii społecznych, etycznych, i przez to zrozumienia pewnych problemów. Pragnę zaznaczyć, że nie zachęcam nikogo do rezygnacji z nowych technologii, do ucieczki od cywilizacji. Chcę wam jedynie pokazać inny świat technologii, tworzonych nie przez gigantów, a kolaboratywnie przez społeczność. To co chcę wam pokazać, to co rekomenduję, sam sprawdziłem i stwierdziłem, że jest godne zaufania.

---

#5 2024-06-20

Dołącz do alternatywnego internetu już dziś! writefreely.pl/anedroid

[2 reakcje: 👍, 7 komentarzy]

Dawid*: Podrzuć link do kanału, jeśli już jest.

Ja: Proszę bardzo, oto on: https://tube.pol.social/c/przewodnik

Pusty, ale już teraz można subskrybować.

Uprzedzając pytanie „dlaczego nie YouTube”: chcę dać odbiorcy możliwość oglądania na alternatywnej platformie i pomóc w zapełnianiu jej polskimi treściami. Dzięki temu będą mogli cieszyć się doświadczeniem wolnym od reklam. Biorę pod uwagę możliwość mirrorowania filmów na inne platformy, aby trafiły do większej liczby odbiorców (tak robi np. Fundacja „Internet. Czas działać!”). W każdym razie, bardzo mnie cieszy, że znalazła się ta jedna osoba, która wyłapała mój post wyrzucony w eter. Spodziewam się publikacji pierwszego wideo w lipcu lub sierpniu, wtedy będzie sporo wolnego czasu. Temat mam już wybrany.

Patrycja: Naprawdę niezła platforma. Akcja godna podziwu. Kochać wolne media.

Ja: Ma duży potencjał. To akurat polski serwer PeerTube, ale są też inne (platforma jest open source) i co ciekawe, potrafią się ze sobą komunikować – nic nie stoi na przeszkodzie, aby zasubskrybować kanał z innego serwera niż ten na którym mamy konto, albo napisać komentarz pod filmem z innego serwera. Wystarczy jedno konto i nawet nie musi to być konto PeerTube – z powodzeniem zda egzamin także Mastodon – platforma do krótkich wpisów a'la Twitter. Tak, z Mastodona można napisać komentarz.

Poza tym gdy jakiś film staje się popularny, dzięki integracji z BitTorrent użytkownicy mogą pobierać go od siebie nawzajem i w ten sposób odciążyć serwer. Kiedyś oglądałem taki popularniejszy i widziałem że przeglądarka pobierała go od trzech naraz. Fajna sprawa, tylko należy z tym uważać, bo można śledzić adresy IP oglądających konkretny film. Opcja jest do wyłączenia jeśli komuś to przeszkadza, albo alternatywnie można użyć jakiegoś VPN-a.

* imiona zostały zmienione

Szczerze, nie mogę doczekać chwili, gdy z nieukrywaną satysfakcją wcisnę przycisk „usuń konto”, rejestrując przy tym zawartość swojego wyświetlacza, by móc pochwalić się swoim wyczynem, choćby i na nowym kanale. Za pomocą narzędzia Facebooka pobrałem kopię całej swojej aktywności, wszystkich postów i zdjęć, do celów archiwalnych.

Nawet teraz, po 3-letniej przerwie, przy publikacji powyższych postów łapałem się na tym, że zamiast od razu się wylogować, jeszcze przeglądałem, przewijałem, wracałem do dawnych wspomnień. Nawet teraz. To prawda, że Facebook ma ogromną siłę przyciągania. Ale to już koniec. Nareszcie stanę się „tajemniczym Mateuszem”, którego nie da się wystalkować (nawiązanie do pewnego filmu), nikt nie powie mi „napisałem ci na Messengerze, ale nie odpisałeś”, „przecież ty też masz FB”. Czuję się jakbym odcinał sobie kajdany i jedynie Messengerowe grupy pozostaną mi cierniem, podobnie WhatsAppowe i Telegramowe.

Koledzy mi mówią „nie da się funkcjonować bez Facebooka, bez Messengera” – a ja jakoś funkcjonuję. – „Czy nie omijają cię jakieś ważne informacje?” – pytają. – „Tak, omijają. Ale i tak tego nie chcę. Radziłem sobie 3-4 lata bez Facebooka, teraz też sobie poradzę”. To prawda, że efekt sieci dla wielu jest barierą nie do przejścia, ale prawdą jest też, że jeśli jest się wystarczająco upartym, to nas nie zatrzyma.

Gdyby jego chęć ucieczki była czymś więcej niż kaprysem, gdyby się uparł, by poznać prawdę – nie potrafilibyśmy go powstrzymać. Sądzę, że to, co cię tak denerwuje, droga telewidzko, to fakt, że w ostatecznym rozrachunku Truman wybierze swoją – jak to nazywasz – celę. – I tu się mylisz. Dowiedzie, że nie masz racji.

źródło: film „The Truman Show”, rozmowa Chrisa z Sylwią, 1:07:45

Czy dowiódł? Ci, którzy oglądali, znają odpowiedź. Polecam film i recenzję.

Już za kilka dni, od nowego roku, moja relacja z Facebookiem zostanie raz na zawsze pogrzebana. Ja mogę i ty też możesz, jeśli chcesz.

 
Read more...

from Open Source Knowledge

I didn’t know what a HomeLab was before I strumbled upon r/homelab; seeing all that consumer-grade hardware run several services at home, on our drives, without the invasive eyes of the tech giants with their questionable privacy policies made me feel like I needed a one as well.

But first, what do I need?

Before I start messing with computers and cables, what do I need?

A NAS: can we really say a homelab is a homelab without a NAS? A VPN allowing me to access other services without the need to actually expose them over the Internet Home automation and home surveillance services A local DNS which will let me and others access the server without inputing the IP address here and there A blog (this one!). Do I really need it? No. Is it fun? Hell yea. A Netflix-like alternative for streaming movies and TV series wherever I am A privacy-respecting alternative to Google Photos Dynamic DNS service. Like most people I have a dynamic public IP and I need to dynamically link a name to it.

Okay. Seems like a lot of hardware is needed.

One old laptop I already had as the main server and a custom-built NAS is everything I need.

Linux OSs and the other software I installed is really efficient. I have never seen RAM usage exceed 2.5GiB, not even under heavy AI-powered face recognition load, despite having 8GiB at its disposition. CPU-wise, a third generation laptop-grade i5 might not be the fastest CPU, but it’s what I have and to be honest it never disappointed me. Another big advantage of a laptop as a server is that it’s designed to consume very little electricity. The laptop pulls only 20W with two 1080p Jellyfin streams

I also needed a NAS and obviously I couldn’t use the laptop for the four 2,5″ spare disks I wanted to install. I could have bought an off-the-shelf NAS and call it a day, but no, I decided to build one from scratch. A NAS is not more than a computer in a case designed for hot swaps. Often these computers are equipped with low-end smartphone CPUs and not more than a couple of gigabytes of RAM. Why not creating something way more powerful, way more customizable, way more secure with the same price of a entry-level Synology? I documented everything in this video (in Italian). Surprisingly I was able to find a case which can hold up to six 2,5″ or four 2,5″ + one 3,5″. It’s what I needed since I had a lot of spare 2,5″ disks. They are not NAS-grade but I don’t care. They will not be spinning 24/7/365. Time to think about the software

On The server

I installed Ubuntu Server, but any Linux distribution would have been the same, really. I just preferred something headless to save on memory. After installation I gave it a static LAN IP and it’s ready to serve.

For the services I listed above I think there’s nothing better than using containerized applications: they won’t mess with the underlying OS nor with one another and will make backing them up easier. I chose CasaOS as the web-interface for managing Docker applications. Looking back, I’d have chosen something else such as Portainer. CasaOS works well but it’s not as advanced as Portainer. Will make the switch soon.

The Docker applications I installed are:

WireGuard easy for the VPN: it allows to manage the VPN server with a couple of clicks. I just need to install WireGuard on my main computer and on the smartphone, open the port on the router and I can access the homelab remotely! PiHole for the DNS server: not only it allows me to create A Record DNS names (chose server.lan and nas.lan) but it does not resolve URLs associated with ads and malware, essentially creating a network-wide uBlock Origin. JellyFin as my media server. Dumped my Movie collection I definitely bought into a folder on my NAS mounted via NFS on the server and it works flawlessly. I rarely watch something but I just think it’s cool to be a mini Netflix in town. HomeAssistant for home automation tasks. The only smart object I have is a RGB light bulb. It feels lonely in HomeAssistant but I plan to add Zigbee sensors in the future. Frigate NVR in order to be able to access the RTSP stream of the cameras I have at home. Supports AI recognition but I have it disabled: it’s too heavy on any CPU and needs a dedicated NPU processor. Maybe in the future I will buy a Google Coral. WordPress, serving the content you’re seeing here. Immich: a Google Photos alternative. It’s amazing. Its AI performs face recognitions and object detections (I can look for photos of a specific person or search “cat” and the pictures of my cat will show up) which I find really helpful. The Android app automatically backs up my pictures. As the Dynamic DNS service I chose duckdns. It’s just free. It’s not a Docker nor a proper application. I just set up a cronotask updating .duckdns.org every 5 minutes with the public-facing IP address.

On The NAS

Software-wise I’ve been a bit unlucky at the beginning with my NAS. The CPU is a 2016 Celeron (note that I bought it this year, in 2024) and I found out it does not work well with TrueNAS: I first tried TrueNAS Scale but it kept crashing. I am still not sure if it was the lack of sufficient RAM (I have 8GiB, the minimum advised for) or an incompatibility with the CPU. Tried to install TrueNAS Scale but it just won’t install. I tried my luck with OpenMediaVault and it’s perfect, I even like it more than TrueNAS.

I split the space this way:

1x 250GB for the OS 2x 500GB BTRFS Mirror 2x 1TB ZFS Mirror

For a total of a mere 1,5TB usable. I say mere because on the internet people casually have 100TB or 20PB of available storage at home, but I don’t have much to store so it’s okay for me.

Why did I use BTRFS and ZFS? Just for fun. As much as I understood there is no much difference between the two for my use-case.

A WiFi setup

If it’s the first time you read about an entire homelab in WiFi, well, it’s my first time too.

The laptop has WiFi capabilities already so I had no issues with it. Regarding the NAS I have two options:

If I don’t require anything too network-intensive I connect a USB WiFi dongle to it as it’s the fastest way. Had to compile the drivers for it which I found in a random GitHub repo but the chip just isn’t good as it’s very slow. If I need more network bandwidth I connect it, via ethernet, to a FritzBox WiFi extender.

I had no other choice but to use WiFi as the router is in another room and I don’t have a switch either. Well, as I have already said too many times: I don’t care (for now). For backups I use an external hard disk I directly connect the NAS to and 70 Mbit/s is more than enough for a couple of simultaneous 1080p video streams which are the second most network-intensive demand I have for this setup. For now, I have no complaints.

 
Read more...

from arkadiusz durszlak

“Z faszystami się nie rozmawia”

Każda z nas i każdy z nas ma różny poziom tolerancji na drugiego człowieka. W zależności od tego jak bardzo chcemy (lubimy) wychodzić poza strefę swojego komfortu, jakie mamy przekonania, wartości czy nastrój, polemika z drugim człowiekiem może przychodzić nam łatwiej lub trudniej.

Czy lubisz ścierać się z osobami o innych od swoich poglądach? Czy uważasz, że budowanie dialogu jest podstawą życia w udanym społeczeństwie, czy jednak są pewne granice, których trzeba strzec i nie przepuszczać za nie nikogo, kto może wnieść w dyskurs publiczny idee mniej lub bardziej szkodliwe?

To nie są pytania, na które łatwo jest odpowiedzieć i nie mam zamiaru się dziś tym zajmować. Co jednak, jeśli ktoś w gronie Twoich bliskich ma skrajnie różne od Ciebie poglądy? I nie mówimy tu o odwiecznym pytaniu “koty czy psy” albo “iOS czy Android”. Mam tutaj na myśli kwestie fundamentalne światopoglądowo jak religia, ekologia, prawa człowieka.

Mam taką osobę w moim życiu. Prezentując skrajnie inne od moich poglądy, jednocześnie będąc moim długoletnim kolegą, wspólne spędzanie wieczorów przy piwie staje się mocno niezręczne, nieraz nawet bardzo trudne. Łatwo wyobrazić sobie także spotkania rodzinne w podobnym tonie.

Emocje, emocje

Lubię ścierać się z osobami o innych poglądach. Uważam, że mam pewne zasoby, które pozwalają mi lepiej niż innym formułować argumentacje i nie daję się łatwo zmanipulować czy być ofiarą zabiegów erystycznych.

Nigdy jednak w pełni nie byłem w stanie dyskutować ”na pełnych obrotach”, przez jeden, ale to bardzo ważny element:

stres, emocje

Dłonie mi się pocą, język się plącze, na twarzy robi się ciepło i zaczynam podnosić głos. Jednocześnie zaczynam się stresować, że wszyscy dookoła to zauważają, moje argumenty nie trafiają celnie i jeszcze bardziej zaczynam się plątać.

Przez długi czas sądziłem, że sztuka opanowania, praca z emocjami to jest to, co pozwoli mi wyjść poza znany schemat, ale okazało się, że jest jeszcze jedno bardzo przydatne narzędzie, dzięki któremu mogę lepiej prowadzić trudne rozmowy.

Trening Dobrego Dialogu

Słuchając jednego z odcinków podcastu Karola Paciorka trafiłem na wywiad z Wawrzyńcem Smoczyńskim z Fundacji Nowej Wspólnoty (1), gdzie opowiadał o tym, jak w ramach swojej fundacji prowadzą moderowane społeczne dialogi na trudne tematy. Temat wydał mi się szalenie inspirujący, zwłaszcza że zawsze lubiłem traktować dyskusję jako rodzaj sportu, w ramach sparingów ścierać się z innymi ludźmi, niejednokrotnie nawet reprezentując nie swoje poglądy!

Zachęcony tematami rozmów (2) postanowiłem zapisać się na jedną z nich. Z różnych przyczyn nie udało mi się dołączyć, później temat ucichł, entuzjazm opadł. Po kilku miesiącach jednak zobaczyłem, że oferowany jest również “Trening Dobrej Rozmowy”, czyli trochę rozmowa na poziomie meta, która bardzo mnie zainteresowała (3).

Tl;dr

Nie będę w szczegółach opisywał treningu. W skrócie opowiem na czym polega i jakie są jego główne przesłania. Jeśli temat dobrego dialogu Cię zainteresował, zachęcam do wzięcia udziału w treningu, to na pewno dobra inwestycja.

Sam trening trwa około trzech godzin, prowadzony jest online. W małych podgrupach (3-4 osoby) przechodzi się przez ćwiczenia rozmowy opierając się na jakimś polaryzującym temacie. W moim przypadku tematem tym była powódź – czy powinniśmy polegać na pomocy państwa czy organizować się sami. Co, naturalnie, łatwo jest przenieść na rolę państwa jako takiego, a stamtąd łatwo wyjść na inne, polaryzujące tematy.

Główne zasady, jakimi kierujemy sie w dobrym dialogu?

No właśnie, używam naprzemiennie słów “dialog” i “rozmowa”, a już w pierwszych minutach wprowadzone jest rozdzielenie między nimi. Trenujemy “dialog”.

Wsłuchujemy się w drugiego człowieka, zamiast wytykać niespójności czy błędy poznawcze staramy się zrozumieć ten punkt widzienia oraz dociec skąd się pojawił. Wychodząc z takiego dialogu nie mamy poczucia wygranej lub przegranej, a lepszej znajomości adwersarza, zgłębienia jego (nieraz oblężonej) twierdzy.

To tylko narzędzie

Trening Dobrej Rozmowy nie jest ostateczną odpowiedzią na pytanie “jak dobrze prowadzić dialog z osobą, z którą się nie zgadzasz”. To jedynie narzędzie, jedno z wielu, które na pewno przyda się osobom często ścierającym swoje poglądy z innymi.

Osobiście uważam, że oprócz umiejętności prowadzenia dobrego, kulturalnego, empatycznego dialogu, należy również wyposażyć się w odpowiednie argumenty i wiedzę. Należy poznać zabiegi erystyczne (4), zgłębić błędy poznawcze (5) oraz czytać (słuchać) lepszych od siebie.

Myślę, że dla wielu jednak poznanie i zrozumienie drugiego człowieka będzie kluczem do odbycia dobrego dialogu.

(1) Wybory 2023 i polityka dzielą Polaków. Jak się dogadać mówi Wawrzyniec Smoczyński | Imponderabilia

(2) Polski Dialog – Nadchodzące Spotkania

(3) Trening Dobrej Rozmowy

(4) JAK WYGRAĆ KAŻDĄ DYSKUSJĘ (8 chwytów erystycznych) feat. A. Schopenhauer

(5) Dlaczego ufamy pseudonauce? Błędy poznawcze, mechanizmy społeczne i teorie spiskowe.

 
Czytaj dalej...

from Przemyślenia Anedroida

Mojego koledze ze studiów, niulajtowi

Społeczeństwo globalne gdzieś od XIX wieku, ukierunkowało się zasadniczo na rozwój technologii z granicą dążącą ku nieskończoności. Za punkt zwrotny często podaje się wynalezienie maszyny parowej – urządzenia, które potrafiło przekształcać energię cieplną w energię mechaniczną. Tak rozpoczęła się epoka mechanizacji, ludzie stworzyli maszyny wykonujące za nich prace wymagające dużej siły lub powtarzalnych ruchów, zbudowali też fabryki wytwarzające dobra na wielką skalę (te, w których wykorzystywano dzieci jako tanią siłę roboczą).

Uważam, że właśnie wtedy zaszła diametralna zmiana w powszechnym światopoglądzie. Światu po raz pierwszy dane było zasmakować wygody automatyzacji: tę samą pracę można było wykonać albo mniejszym nakładem sił, albo przez mniejszą liczbę osób, albo zrobić więcej...

Potem nadeszły komputery i Internet, w zasadzie potęgując wcześniejsze procesy mechanizacji. I znów jako ludzie zostaliśmy odciążeni przez maszyny. Gdybym w tym miejscu zakończył, jakbyście ocenili te zjawiska? Być może grupa moich czytelników jest specyficzna, jednak ogół społeczeństwa zwykł postrzegać postęp technologiczny jako zjawisko jednoznacznie pozytywne. Ostatecznie przecież nowe technologie ułatwiają nam życie, pozwalają zwiększyć produktywność, podczas gdy my możemy się zrelaksować, dostarczają nam rozrywki...

Minęło 200 lat. Czy rzeczywiście nasze życie stało się łatwiejsze?

Maszyny wymagają nadzorowania. Nadzorowania, konserwacji, czyszczenia, naprawiania. Nie można zostawić maszyny bez nadzoru. Ktoś musi ją obsługiwać, dostarczać jej składników, odprowadzać produkty.

Jeśli pracę maszyny koordynują autonomiczne systemy, również nad nimi ktoś musi sprawować kontrolę, pilnować czy działają tak jak powinny, czy realizują założone cele. Musi to być osoba odpowiedzialna, przewidująca i zdolna do podejmowania decyzji. Potrzebne są też osoby, które zaprogramują takie systemy. Błąd na tym poziomie często ma większe konsekwencje niż awaria pojedynczej maszyny.

Jeśli pieczę nad algorytmami i tzw. logiką biznesową sprawuje sztuczna inteligencja – wielka czarna skrzynka zbudowana z miliardów przykładów, co powinna zrobić w danej sytuacji, wraz z algorytmem generującym statystycznie podobne wyniki, zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji – nawet wówczas musi ona być poddana kontroli. Bez tego, wszystko może się potoczyć w zupełnie nieoczekiwanym (i niechcianym!) kierunku.

I ponownie, nadzorowanie takiego monstrum, praca nad nim, poprawianie błędów i tłumaczenie się z nich, czyni zarządzanie jeszcze bardziej skomplikowanym. Okazuje się bowiem, że trudno o zbiór danych, który nie skrywałby naszych ludzkich przywar, uprzedzeń i stereotypów. Powstałe na ich bazie modele powielają zaobserwowane wzorce, dobre czy złe, a nawet uwydatniają, polaryzują. Do tego dochodzi podatność na manipulacje, ochrona praw człowieka, zaskakujące zachowanie systemu w obliczu nietypowych sytuacji... Na autorach i wdrażających takie systemy spoczywa olbrzymia odpowiedzialność, ryzyko i stres.

Tak więc czy rzeczywiście żyje nam się łatwiej?

Nie jestem specjalistą...

Świat nie składa się z samych geniuszy zdolnych wziąć na swoje barki odpowiedzialność za losy całego społeczeństwa. Statystycznie rzecz biorąc, niemożliwym jest, aby większość jednostek wykazywała ponadprzeciętne możliwości – czy to intelektualne, czy inne. Większość społeczeństwa zawsze była, jest i będzie, przeciętna. Takie są prawa matematyki. Muszą być ludzie, którzy będą wykonywać zwykłą pracę. A żeby mogli wykonywać zwykłą pracę, zwykła praca musi istnieć.

Każdy przełom technologiczny, po którym życie nie było już takie samo, wywoływał wśród klasy średniej i niskiej, sprzeciw. Jednych zastąpiły maszyny, drugich komputery, a jeszcze innych – już wkrótce – AI. Kto potrzebuje dzisiaj artystów, skoro taniej lub nawet za darmo może to dla nich zrobić komputer? I ja rozumiem ich wzburzenie. Tak, mogą się przebranżowić, mogą nauczyć się nowego zawodu, ale wielu z nich poświęciło całe życie doskonaleniu jakiejś specjalizacji i z tego żyło. Dlaczego teraz to wszystko miałoby pójść na marne – bo właśnie zostali zastąpieni przez coś, co nawet nie jest człowiekiem?

Współczesny człowiek odczuwa presję, żeby być wykształconym, łatwo adaptować się do zmieniającego się otoczenia, gonić za trendami. Tylko wtedy ma szansę odnieść sukces zawodowy i żyć na poziomie, o jakim marzy. Tempo naszego życia przyspieszyło, jesteśmy zabiegani, zajęci, zestresowani. Jest to moim zdaniem antidotum na poczucie szczęścia i spełnienia. Żeby być szczęśliwym, trzeba przerwać tę szaleńczą gonitwę. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: co w swoim życiu uważam za najważniejsze? Czy poświęcam temu dostatecznie dużo uwagi? A może pochłaniają ją inne sprawy? Czy mój sposób realizowania tego celu okazał się, jak dotąd, skuteczny?

Maksymalizacja zysków

Powiedzieliśmy sobie wcześniej, że nowe technologie mają potencjał do zoptymalizowania naszej pracy. W dużym skrócie, są 2 możliwe rezultaty pojawienia się takiego czynnika optymalizującego:

  • robimy tyle co wcześniej, ale mniejszym kosztem,
  • robimy więcej takim samym kosztem.

Teraz, która możliwość jest bardziej kusząca dla przedsiębiorstw? Oczywiście, że ta druga. Człowiek bowiem z natury swej jest pazerny, dlatego jeżeli będzie mógł mieć więcej, to weźmie więcej. W praktyce jednak roboty jest więcej, gdyż do dotychczasowych obowiązków dochodzi uporanie się z problemami technicznymi.

W tym miejscu rozwiewa się iluzja wydajniejszej pracy – praca jest owszem, wydajniejsza, ale to my – pracownicy – ponosimy koszty. Tymi zaś, którzy zbierają plony, są menedżerowie, dyrektorzy i prezesi. Zresztą, nasze potrzeby też zostały napompowane.

Technologia – rozwiąże każdy problem?

Wracając myślami do pierwszego etapu owej „rewolucji technologicznej” z XIX wieku, jestem przekonany, że to był czas narodzin idei zwanej „techoptymizmem” bądź „techsolucjonizmem”, która jest obecnie głęboko zakorzeniona w globalnym społeczeństwie, a która głosi, że – jak w tytule – każdy problem można rozwiązać przy pomocy technologii. Nie mówi się o niej, gdyż stała się czymś w rodzaju aksjomatu, niezaprzeczalnego faktu.

Jest to idea o tyle niebezpieczna, że usypia naszą czujność. Technologia oślepia nas swoim blaskiem tak bardzo, że nie potrafimy (lub nie chcemy) dostrzec zagrożeń takich jak: utrata prywatności, uzależnienia od social mediów, manipulacja opinią publiczną, obniżona samoocena, ułatwiony dostęp do pornografii czy zanik relacji interpersonalnych w świecie realnym.

Dla niejednego Internet stał się całym światem. Tam mają znajomych, zdjęcia, mapy, dokumenty, pieniądze, tam szukają odpowiedzi na wszystkie pytania, stamtąd czerpią rozrywkę. Wyczekują dużych aktualizacji ulubionych gier, systemów operacyjnych, czekają na nowe modele iPhonów. Bez telefonu są nieporadni jak dziecko we mgle.

Wierzymy w chmurę, że nasze pliki nigdy tam nie zginą i nigdy nie nastąpi awaria. Nie hostujemy już własnych stron www – mamy strony na Facebooku. Bezmyślnie pobieramy i uruchamiamy randomowe pliki z sieci, bo antywirus i tak nas ochroni. Z VPN-em czujemy się całkowicie anonimowi i chronieni przed hackerami. Nie odczuwamy potrzeby zrozumienia technologii z których na co dzień korzystamy – skoro korzystają z nich miliony, to z pewnością można na nich polegać!

Techsolucjonizm odwraca uwagę społeczeństwa od rozwiązań innych niż technologiczne, nawet gdy są one lepsze. Tym samym, podważa zdroworozsądkowe i trzeźwe spojrzenie na problem. Doskonale obrazuje to unijny projekt Chat Control: https://mastodon.internet-czas-dzialac.pl/@icd/112642835663458707

Jaki problem próbujesz rozwiązać?

Nawiasem mówiąc, fakt istnienia w Polskim kraju Ministerstwa Cyfryzacji potwierdza tezę, że cyfryzacja jest jednym z wypowiedzianych celów funkcjonowania państwa. Cyfryzacja, jako cel sam w sobie, jest bezwartościowa. Jak wszystko, tak i cyfryzacja powinna być jedynie narzędziem do rozwiązania konkretnych problemów.

Jeżeli poszukuje się problemu do rozwiązania za pomocą np. AI (lub czegokolwiek innego), to istnieje duża szansa, że to „rozwiązanie” zaowocuje stertą nowych problemów. Najpierw uświadamiamy sobie istnienie problemu, a dopiero potem szukamy rozwiązania. Rozwiązanie nie powinno być podyktowane modą, a indywidualnymi potrzebami po przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw”. Warto też od czasu do czasu przypomnieć sobie postawione cele i sprawdzić, czy wciąż są realizowane.

Na przykład media społecznościowe: z założenia miały łączyć ludzi, pomóc pozostać w łączności na odległość. Czy tak jest w twoim przypadku? Czy czujesz, że wnoszą coś wartościowego do twojego życia? Pamiętaj, masz tylko jedno życie. Trzymaj się tego, co daje ci prawdziwe szczęście i satysfakcję, a odrzuć to, co wywiera na ciebie szkodliwy wpływ.

 
Read more...

from Privacy Matters

Why you won't find me on WhatsApp and why you shouldn't use it yourself? For one simple reason: there's a better alternative called Signal. That's it. I could probably stop here and call it a day.

However, for those of you who need a little more persuasion I've got a few more reasons to switch.

  1. Signal is a non-profit and it's been around for many years now. Thus, you can safely assume that it will be here for many years to come. In other words, it's a stable platform that won't leave you stranded.
  2. As opposed to WA, Signal is open source and its end-to-end encryption is a gold standard in the industry.
  3. Signal doesn't really collect metadata.
  4. Signal does not offer a cloud backup, which is actually a good thing. WA nags users to enable backups that are often unencrypted. This, in my opinion, undermines the whole idea of E2E encrypted messaging.
  5. Coming back to point 1, Signal doesn't have any incentive to collect your data as it's funded by its users. I gladly donate to the project each month and I'd like to encourage you to do the same. This way we can keep Signal independent from Big Tech.

I think these reasons alone should be enough to try out Signal. Obviously it's not the only secure messenger out there. But it's one of the most user-friendly options available atm. The more people who sign up, the better off we'll be as a society.

 
Czytaj dalej...

from Przemyślenia Anedroida

Hmm, na chwilę obecną zebrałem 10 wyświetleń. Być może nabiłem ich sobie sam, sprawdzając raz po raz, czy wygląda ok. Mimo to sam nie przeczytałem swoich wypocin w całości – zabrakło mi odwagi. Zresztą... co by to dało? Nie ma co żyć przeszłością, trzeba działać, iść naprzód...

Lubię Steve'a i Annie Chapman – to znaczy ich muzykę, nie znam tych ludzi osobiście. Tych kilka albumów, które wydali, powstawało w latach 80' i 90' XX w. Ich muzyka poświęcona jest tematom miłości, rodziny, małżeństwa oraz relacji człowieka ze Stwórcą. Nie wiem nawet, jakiego konkretnie są wyznania, ale jeżeli żyją zgodnie z tym, co śpiewają, muszą być wspaniałymi chrześcijanami.

Pobrałem i otagowałem wszystkie ich albumy, jakie udało mi się znaleźć:

  • A Man And A Woman
  • Circle Of Two
  • Precious Moments
  • Times And Seasons
  • This House Still Stands
  • Guest of Honor
  • The Ships Are Burning oraz album pt. „Steve & Annie Chapman” (pierwszy, najstarszy).

Dzięki temu mogę ich słuchać offline i nie zużywać danych mobilnych ani spowalniać sobie łącza.

Kilka z tych piosenek znam na pamięć lub w znacznej części:

The Good Years – opowiada o małżeństwie, które na początku nie miało zbyt wiele, ale bardzo się kochało. Pewnego dnia, on oświadczył, że gdy kiedyś będzie bogaty, będzie jej kupował wiele fajnych rzeczy. Z czasem pragnienie zdobycia bogactwa ziściło się. Mają teraz duży dom i 3 samochody. Jednak prawie ze sobą nie rozmawiają. Coś się skończyło. I dziewczyna owszem, dostaje mnóstwo fajnych rzeczy, jednak najchętniej sprzedałaby je, gdyby mogło to przywrócić ich dobre lata, kiedy się kochali.

The Greatest Gift – mówi, że nie warto pokładać nadziei w bogactwach tego świata, ponieważ one przeminą. Jest jednak dar, który można ofiarować swoim dzieciom, a który nigdy nie przeminie, lecz trwać będzie wiecznie: życie dla Chrystusa, znajomość PANA.

Turn Your Heart Toward Home – wyraża tęsknotę i żal ojca za synem marnotrawnym, który odszedł zbuntowany i nie ma go już długi czas. Jednak podobnie jak ojciec pragnie, by jego syn wrócił do domu, są też ojcowie i matki, które odchodzą, zajęci własnymi sprawami. W końcu, są też tacy, którzy nigdy nie odeszli, lecz tak naprawdę w ich sercach od domu dzieli ich wiele mil. Może być tak, że jedynym, który o tym wie, jest Ojciec w Niebie...

Two Children – dwoje dzieci w dzieciństwie doświadczało przemocy w rodzinie ze strony ojca, oboje tak samo. Oboje dorośli, jednak z jakiegoś powodu jedno z nich po kres życia pogrążone jest w zgorzknieniu, podczas gdy drugie wręcz przeciwnie – promienieje radością. Cała tajemnica leży w przebaczeniu i zostawieniu złych wspomnień za sobą.

Seasons Of A Man – opowiada o przemijaniu, o kolejnych okresach życia człowieka, porównując je do pór roku. Mija wiosna, lato, jesień i nadchodzi zima – dni są zimne i gorzkie. Są problemy z pamięcią, z chodzeniem, człowiek żałuje, że młodość już przeminęła, jednak... nie wszystko stracone. Wszak po zimie znów nadchodzi wiosna, która tym razem, będzie trwać na wieki.

Nie jest to muzyka, jaką lubi słuchać młodzież. Nie jest ani głośna, ani popularna, ani nie zawiera wulgaryzmu. Nie ma w niej nawet cienia nastroju buntu, pogardy, zmysłowości... wybaczcie skojarzenia. Musicie wiedzieć, że sam klasyfikuję się jako młodzież. Mam 20 lat, studiuję na uniwersytecie. Czuję się pod wieloma względami inny od moich rówieśników. Nie pociąga mnie palenie, picie, imprezy. Czuję się mocno związany emocjonalnie ze swoją rodziną: tatą, mamą, babcią, młodszą siostrą...

W chwilach samotności, gdy przebywam w swoim pokoju w akademiku, ta muzyka dodaje mi otuchy. Zdarza się, że powoduje u mnie wzruszenie, a nawet łzy. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, z tęsknotą w sercu wspominam tych, których zostawiłem aż do piątku. Jestem samodzielny, potrafię sobie poradzić z nauką, z zakupami i załatwianiem spraw. Po prostu brakuje mi ich. W moim systemie wartości rodzina zajmuje 2 miejsce, edukacja – dopiero 5.

Nie jesteśmy idealni. Faktycznie, wiele brakuje nam do ideału. Ale drodzy czytelnicy, czy znacie jakąkolwiek rodzinę, w której nie ma żadnych problemów? W której wszystko idzie jak po maśle? Chciałbym, ale niestety takich rodzin nie ma.

Jeśli jest coś, do czego chciałbym was zachęcić, to do dbania o swoje rodziny, do cenienia ich i stawiania w swoim życiu ponad karierą zawodową. Czy w życiu naprawdę chodzi o odniesienie sukcesu? Czy jest on wart poświęcenia relacji z żoną i z dziećmi, których wychowają koledzy, telewizja i Internet? Czy naprawdę pieniądze potrafią uczynić człowieka szczęśliwym? Posłuchajcie, co Steve i Annie Chapman, mają nam do powiedzenia.

 
Read more...