O aferze z krzyżem w szkole w Kielnie - bez emocji

Merytorycznie, rzeczowo i bez emocji – komentarz Marty Wietrzykowskiej, znaleziony na fb, opublikowany tutaj za jej zgodą.

“W prawie kanonicznym nie istnieje katalog „symboli religijnych” ani definicja mówiąca, kiedy dany przedmiot z samej formy staje się symbolem katolickim. Kościół nie chroni znaku graficznego, lecz konkretne przedmioty ze względu na ich przeznaczenie i użycie. Kluczowe są tu pojęcia przedmiotu świętego i przedmiotu przeznaczonego do kultu. Krzyż podlega ochronie kanonicznej wtedy, gdy został poświęcony lub pobłogosławiony, gdy jest używany w kulcie (np. liturgia, nabożeństwo), albo gdy znajduje się w miejscu świętym. Materiał, estetyka czy technika wykonania nie mają znaczenia — krzyż może być drewniany, metalowy czy wydrukowany w 3D. Jeśli jednak jest to zwykły przedmiot (gadżet, dekoracja, zabawka), niepoświęcony i nieużywany religijnie, prawo kanoniczne nie nadaje mu żadnego szczególnego statusu ani ochrony.

To rozróżnienie ma bezpośrednie znaczenie przy ocenie spraw na gruncie art. 196 kodeksu karnego. Ten przepis nie chroni krzyża jako rzeczy ani symbolu w sensie abstrakcyjnym. Chroni on wyłącznie uczucia religijne konkretnych osób, i to tylko wówczas, gdy dochodzi do ich obrazy poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej albo miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów. Odpowiedzialność karna nie wynika więc z samego faktu użycia formy krzyża.

W przypadku krzyża będącego zabawką lub gadżetem (np. wydruk 3D), który nie został poświęcony, nie jest używany w kulcie i funkcjonuje w obrocie świeckim, co do zasady nie mamy do czynienia z „przedmiotem czci religijnej”. Samo jego zniszczenie, przerobienie czy użycie w sposób niereligijny nie wypełnia znamion art. 196 k.k. Decydujące stają się dopiero okoliczności dodatkowe: publiczny charakter działania, jego jednoznacznie znieważający sens oraz realna, obiektywnie ocenialna obraza uczuć religijnych odbiorców.

Wniosek jest wspólny dla obu porządków prawnych. Ani prawo kanoniczne, ani art. 196 k.k. nie operują zasadą „każdy krzyż podlega ochronie”. Ochrona pojawia się dopiero wtedy, gdy krzyż funkcjonuje jako przedmiot kultu lub czci, a nie jako neutralna forma czy przedmiot użytkowy. O tym, czy dochodzi do naruszenia prawa, nie decyduje sam kształt krzyża, lecz kontekst, przeznaczenie i sposób użycia.”

Moim zdaniem to, co piszesz, dobrze pokazuje, gdzie w tej sprawie przebiega realna granica, a gdzie zaczyna się jej sztuczne przesuwanie. W codziennym życiu funkcjonuje ogromna liczba przedmiotów ułożonych w kształt krzyża – płoty zbite z desek, stelaże, podstawki, elementy konstrukcyjne czy dekoracyjne – i one nie wywołują u wierzących reakcji religijnych, mimo że formalnie mają ten sam kształt. To nie jest żadna nowa intuicja, tylko coś, co przyjmuje także Kościół: znaczenie religijne nie wynika z samej formy, lecz z przeznaczenia i sposobu użycia przedmiotu.

Skoro więc prawo kanoniczne nie uznaje każdego krzyża za przedmiot święty, a ochroną obejmuje dopiero krzyż poświęcony lub używany w kulcie, to trudno uznać, że zwykła zabawka – nawet jeśli ma kształt krzyża – automatycznie staje się obiektem szczególnej ochrony religijnej. Przyjęcie takiej logiki prowadziłoby do absurdu i byłoby sprzeczne także z wewnętrznymi zasadami Kościoła.

W tej konkretnej sytuacji kluczowy problem wcale nie dotyczy religii. Jeśli nauczycielka rzeczywiście wyrzuciła czyjś przedmiot do kosza, to jest to zachowanie naganne, ale na poziomie wychowawczym i organizacyjnym szkoły, a nie prawa karnego czy ochrony symboli religijnych. Tego typu sprawy rozwiązuje się rozmową z dyrektorem albo konsekwencjami służbowymi, a nie eskalacją do sporu światopoglądowego.

Zresztą zasada byłaby identyczna, gdyby zamiast krzyża było plastikowe słoneczko albo inny gadżet: nauczyciel ma prawo zabrać przedmiot, żeby dzieci nie bawiły się nim na lekcji, ale powinien go oddać po zajęciach. Wyrzucanie cudzej własności jest nie w porządku niezależnie od tego, jaki ma kształt. W tym sensie religijny wymiar nie jest tu rozstrzygający.

Rozumiem też argument, że dla niektórych wierzących każdy krzyż jest symbolem religijnym i nie powinien być traktowany jak zabawka. To jest jednak osobiste podejście, które zasługuje na szacunek, ale nie może automatycznie wyznaczać granic odpowiedzialności prawnej ani być narzucane innym jako jedyna obowiązująca interpretacja. Prawo – zarówno kościelne, jak i świeckie – opiera się na kryteriach obiektywnych, a nie na indywidualnym odbiorze.

Właśnie dlatego trudno nie odnieść wrażenia, że w tej sprawie religia została wykorzystana instrumentalnie. Zamiast spokojnie wskazać, że problemem było niewłaściwe postępowanie wobec cudzej własności, dorobiono narrację o obrazie uczuć religijnych i ataku na wiarę. To przesunęło ciężar dyskusji z realnego problemu na emocjonalny i polityczny spór, który w gruncie rzeczy niewiele ma wspólnego ani z ochroną religii, ani z wychowaniem dzieci.”